Czy trzeba wygrać w LOTTO?
Czy muszę wygrać w LOTTO, żeby mieć wymarzony sprzęt wędkarski?
Wpadł mi ostatnio w oko ranking najbogatszych ludzi w Polsce. Patrzę na te miliardy i myślę sobie – w tym, co robię, raczej na fortunę nie mam co liczyć. Ale… może chociaż na parę milionów? Tak z 2–3, żeby spokojnie kupić sprzęt wędkarski, o jakim marzę.
W teorii można spróbować szczęścia w LOTTO. Co prawda mówią, że „grając w Lotto, wygrać możesz… przegrać musisz”, ale ponoć głupi ma szczęście. Może więc się przełamię i zagram?
Tylko zanim ruszę do kolektury, warto się zastanowić: co by było, gdybym naprawdę wygrał?
Wędki, topy, zestawy – bogatemu wolno!
Pierwsze na liście? Oczywiście tyczki! I to nie byle jakie, tylko ze światowej czołówki – lekkie, sztywne i z idealnym balansem. Jedna? Nie, nie – dwie! Bo co, jeśli złamie się element? A przecież nie będę czekać tygodniami na nowy.
Do tego topy – na każdy rodzaj łowienia: na trzynastu metrach, na brzegu, na kukurydzę, pellet, białe robaki, mielonkę. Każdy top z odpowiednim amortyzatorem. I najlepiej po dwa, bo jeden zawsze może się poplątać.
Zestawy i spławiki – czyli jak się nie pogubić w luksusie
No i zaczyna się matematyka. Trzy średnice żyłki głównej? Nie, sześć! Od 0,12 mm po 0,22 mm – bo przecież karasie to nie karpie, a potwory potrzebują solidniejszej liny. Do każdej żyłki spławiki o różnych wypornościach: od 0,1 g do 2 g. Po cztery zestawy na każdy wariant i… trzy kolory antenek.
Wychodzi skromne 648 zestawów, czyli 324 drabinki. Dziesięć półek w koszu. Kto bogatemu zabroni?
Przypony, haki i inne drobiazgi
Do kompletu dochodzą przypony. Skoro sześć grubości żyłek, to sześć rodzajów przyponów. A każdy z hakami od 18 do 8. Z zadziorami i bezzadziorowe – bo ekologia też się liczy! Oczywiście minimum po 10 sztuk każdego. Gdzie to pomieścić? W portfelach, pudełkach, na piankowych zwijadełkach. Po co wybierać – biorę wszystko.
Amortyzatory i… powrót do rzeczywistości
Jeszcze tylko kilka gum: 1,8 mm, 2,1 mm, 2,5 mm, 2,8 mm, 3,1 mm i 3,6 mm. A do tego parę zapasowych topów. I już prawie jestem gotowy na wędkarskie wakacje marzeń.
Niestety, zanim zdążyłem dokończyć listę zakupów, żona brutalnie sprowadziła mnie na ziemię. „Zmywanie po obiedzie też samo się nie zrobi” – powiedziała z uśmiechem, który zabił cały mój wędkarski budżet.
Refleksja na koniec
I wtedy pomyślałem: czy naprawdę muszę wygrać w LOTTO, żeby mieć sprzęt wędkarski, jakiego potrzebuję? Czy naprawdę potrzeba milionów, żeby cieszyć się łowieniem? Przecież ja to wszystko już mam.
Sprzęt sprawdzony, topy dopasowane, zestawy przygotowane – i ten dreszcz emocji, gdy spławik nagle znika. Tego nie kupi żaden miliarder.
Więcej takich wędkarskich przemyśleń znajdziesz na strefaryby.pl. A jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda luksus po włosku, zerknij na maver.net.