Haczyki bezzadziorowe – mniej nerwów
Haczyki bezzadziorowe – mniej nerwów
Haczyki z zadziorami to niby rzeczy martwe, ale jakże złośliwe. Ten mały zadziorek potrafi wspaniale podnieść ciśnienie wędkarza do granic wytrzymałości. Co więcej, robi to zwykle wtedy, gdy ryby biorą, ręce są mokre, a człowiek chciałby tylko spokojnie połowić.
Ileż to razy zamiast w rybę wbija się „to to” we własny palec albo w but. Oczywiście musi to być sznurówka, bo przecież zadzior musi przejść przez włókna tak, żeby wyjęcie go było małym horrorem.
A przypomnijcie sobie inną klasykę. Ryby biorą, zakładasz pysznego robaczka albo piękną, wybraną kukurydzę i przy zarzucie haczyk z „pychotką” ląduje… na kapturze. Wieje wiatr, więc kaptur musi być. I oczywiście haczyk nie zaczepi się z przodu, gdzie łatwiej go odhaczyć. Musi być z tyłu. Tytułowa złośliwość, a jak?
Haczyki z zadziorami i ich ulubione miejsca ataku
Mnie mocno irytuje, gdy haczyk zaczepi się o siatkę w wodzie. Tylko nie tak normalnie, za oczko. On musi się wbić w łączenie, przebić materiał i trzymać tak, jakby podpisał umowę najmu na czas nieokreślony.
Wtedy siatka, często z rybami, ląduje z wody na brzegu. Następnie zaczyna się dłubanie, szarpanie i rozmowa z haczykiem. Rozmowa, dodajmy, raczej mało elegancka.
Wspomnę jeszcze o spodniach. Kombinezon niby gładki, z gęstego materiału, ale ten… zadzior musi znaleźć takie miejsce, że „wgryzie się” całkowicie. Nawet jeśli w całym kombinezonie będzie tylko jeden słabszy punkt, on go znajdzie. Gdybyś chciał trafić w niego specjalnie, to jak milion w Lotto. A haczyk z zadziorem? Bez problemu.
Najczęściej ofiarami zadziora padają:
- palce,
- sznurówki,
- kaptury,
- siatki,
- spodnie,
- rękawy,
- wszystko, co akurat miało być daleko od haczyka.
„KURA” przez W, czyli język wędkarza w stresie
Po takich zdarzeniach wędkarz mówi zwykle coś w stylu: „Och, nic nie szkodzi, zaraz to spokojnie naprawię”.
Tylko czy naprawdę tak mówi?
Wątpię.
Na pewno padnie grube, soczyste „KURA”, pisane oczywiście przez W. I pewnie nie raz. Taka „KURA” przez W zawiera wszystko: złość, irytację, niezadowolenie, ale także uspokojenie i ulgę. Cóż, może to niezbyt eleganckie słownictwo, jednak czasami tym rzeczom martwym po prostu się należy.
Za ich złośliwość.
Haczyki bezzadziorowe jako sposób na spokojniejsze łowienie
Teraz dochodzimy do sedna. Jest prosty sposób na zmniejszenie stresu, złości i liczby brzydkich słów nad wodą.
Zmieniamy martwą rzecz na haczyki bezzadziorowe.
Nie wyeliminują one całkowicie zaczepów. Jednak zdecydowanie złagodzą skutki. Czy to palec, czy sznurówka, czy nawet tył kaptura — brak zadziora powoduje, że haczyk wyjmujemy duuuuużo łatwiej.
Co ciekawe, zmniejsza się też liczba samych zaczepień. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale coś w tym jest. Przyjmuję, że złośliwość rzeczy martwych wie, że tym razem będzie nam łatwiej. Dlatego odpuszcza. Po co nas… „KURA”, tym razem przez dwa W.
Czy ryby spadają z haczyków bezzadziorowych?
Teraz zupełnie na serio.
Włóżcie między bajki opowieści o tym, że z haczyków bez zadziorów ryby podczas holu ciągle spadają. Nieprawda. Trzeba tylko pamiętać o jednej rzeczy: nie wolno dopuścić do luzu na zestawie.
I tu tkwi sedno.
Jeśli zestaw jest napięty, amortyzator pracuje, a wędkarz nie robi nerwowych ruchów, haczyk bezzadziorowy trzyma rybę bardzo dobrze. Dodatkowo łatwiej go wyjąć z pyska ryby, więc łowienie jest mniej stresujące także dla niej.
Kulturalny wędkarz wybiera haczyki bezzadziorowe
Mogę więc podsumować i postawić kilka bardzo poważnych tez. Oczywiście naukowo potwierdzonych przez doświadczenie, nerwy i kilka sznurówek.
- Chcesz być kulturalnym wędkarzem? Stosuj haczyki bezzadziorowe.
- Wędkarz łowiący na haczyki bez zadziora jest mniej awanturujący.
- Każdy kulturalny wędkarz prędzej czy później doceni brak zadziora.
- Im mniej zadziorów, tym mniej „KUR” przez W.
- A mniej „KUR” przez W to już prawie pełna kultura.
PS. Gdybyś, kulturalny wędkarzu, chciał uzupełnić pudełko w haczyki bezzadziorowe, to zapraszam. Kliknij tutaj.


















